wtorek, 30 sierpnia 2016

Domowy peeling z kawy, balsamu i oleju kokosowego

(135.)


Witajcie,

u nas dziś znowu sprzątanie. Mam wrażenia, że przy moich dzieciach mogę sprzątać cały czas. Mamy wszyscy problem z odkładaniem rzeczy na swoje miejsce i dlatego tak to jest.  Jeden weekend bez prania wiąże się z praniem przez cały tydzień ;) 
Mam tylko nadzieje, że jak szkoła się zacznie to jakoś na bieżąco ogarnę domowe obowiązki kiedy chłopcy będą w szkole :) 

Taki mi długi wyszedł ten wstęp, a wcale nie na  temat, bo dziś miało być o peelingu - ZNOWU ;) 
Że uwielbiam peelingi to chyba już wiecie, ale dzisiaj będzie taki "samorobny", domowy.

Bardzo lubię kupować i testować wszelkie peelingi. Lubię ich zapachy i konsystencję, raczej nie robię sama peelingu za często, bo łatwiej wycisnąć na ciało trochę mazidła albo wyskrobać z puchy niż samemu się babrać, ale są takie dni jak np. dzisiaj, że mam ochotę na peeling kawowy. Zapewne wiele z Was zna tę metodę - pokaże Wam jak ja go robię :)  


Co potrzebne?

Kawa
Balsam (może być taki, który Wam się znudził, albo już jest prawie przeterminowany, albo chcecie się po prostu szybciej pozbyć, ja użyłam tego, który mi się kończy, a chce już otworzyć inny ;))
Olej kokosowy
Miseczka do mieszania i odrobina chęci ;) 



Mieszamy składniki i gotowe :)
Do miseczki wlewamy tyle produktów ile jest Wam potrzebne, w zależności od tego czy na całe ciało potrzebujecie peeling czy tylko na nogi, albo dłonie :) Na twarz także można, ale wtedy lepiej użyć krem do twarzy, a nie balsam do ciała.



Najlepszy w nim jest zapach. Nie piję kawy zwykłej, jak już robię to rozpuszczalną, ale zapach kawy prawdziwej kocham. Mogłabym zanurzyć nos w słoiku z kawą na cały  dzień - oczywiście taką niezaparzoną  ;)



Skóra po tym peelingu jest gładziutka i przyjemna w dotyku.
Szybko się spłukuje.  
Olej kokosowy nawilża, a kawa daje delikatny kolor, który nie utrzymuje się zbyt długo ;)

Robicie taki peeling?
Jeśli macie jakieś linki to wrzucajcie, chętnie poczytam i ulepszę mój przepis  :)

Miłego wieczoru :)

 






poniedziałek, 29 sierpnia 2016

FRESH LEMON NAWILŻANE CHUSTECZKI O ŚWIEŻYM ZAPACHU CYTRYNY

(134.)

Cześć :)

No i nie wróciliśmy na tyle szybko wczoraj z nad jeziora bym mogła jeszcze usiąść do kompa. Niby godzina 20 ta to nie aż taka znowu noc, ale jak ma się dzieci.... zanim położyliśmy ich spać, zanim wyprałam ręczniki mokre od kąpieli to już nic mi się nie chciało.... chyba inne mamusie będą wiedziały o czym mówię ;)

Dziś będzie krótko na temat jednej rzeczy, która towarzyszyła nam przez całe wakacje :)
A mianowicie o chusteczkach nawilżanych :) 
Do zdjęć wybrałam te najnowsze i ładnie jeszcze zapakowane - z Lidla ;), ale w czasie wyjazdów mieliśmy chyba większość rodzai, które można kupić w tym supermarkecie.

Pamiętam jeszcze czasy, jak pierwszy synek był mały i nie miałam świadomości, że są takie małe opakowania, albo ich jeszcze nie robili??
Wszędzie nosiłam te duże opakowanie zwykłych chusteczek dla dzieci, ależ to było ciężkie, a teraz myk do torebki małe opakowanie. Zawsze może się przydać, a szczególnie  latem, kiedy tak często je się lody ;)
Dla tych, którzy mają dzieci, ale dla dorosłych także, ja sama lubię przetrzeć sobie nimi ręce jak czuje nieświeżość po dniu spędzonym poza domem. Mam też żel antybakteryjny, ale o nim innym razem ;)
Małe opakowanie wystarczy na kilka razy, zależy jak często małe rączki będą brudne. Jeśli dobrze zamkniemy opakowanie to nie wyschną nam zbyt szybko, nawet w czasie upału.
Mam je zawsze przy sobie, nawet jeśli biorę małą torebkę.
Polecam wszystkim, bo nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą ;)





Fresh Lemon
Nawilżane chusteczki o świeżym zapachu cytryny

Długotrwałe odświeżenie
Neutralne pH
Witamina E i gliceryna
testowano dermatologicznie

Opakowanie: zawiera 15 sztuk
Cena: około 2-3 zł
Zapach: bardzo przyjemny, świeży



Znacie te chusteczki?
Używacie?
A może znacie jakieś inne?

Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)
 


sobota, 27 sierpnia 2016

PEELING MORELOWY Himalaya Herbals - z witaminą E do skóry wrażliwej

(133.)

Cześć :)

Gdyby ktoś mnie zapytał jakich kosmetyków mam w swojej łazience najwięcej,  to byłyby to kosmetyki do włosów, ale zaraz po włosach to najwięcej mam PEELINGÓW. Uwielbiam je :) I do ciała i do twarzy i do rąk i do stóp. Lubię te drobinki i gładkość jaką dają mi po spłukaniu wodą. Już jakiś czas temu kiedy robiłam zamówienie z apteki znalazłam peeling morelowy z Himalaya Herbals. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą firmą, więc postanowiłam spróbować. 



Najpierw kilka słów o tym co na opakowaniu i co nam obiecuje producent ;)

 PEELING MORELOWY
DELIKATNIE ZŁUSZCZAJĄCY do cery wrażliwej

Peeling głęboko oczyszcza skórę twarzy, pobudzając wzrost nowych komórek. Pozostawia cerę miękką i świeżą. Preparat zawiera ziarna z pestek moreli, które delikatnie ścierają wszelkie zanieczyszczenia, usuwając martwe komórki i zaskórniki. Olej z kiełków pszenicy, który jest bogatym źródłem witaminy E, doskonale nawilża skórę, a ekstrakt z jabłek ją odżywia.

Sposób użycia:

Na umytą i wilgotną skórę twarzy delikatnie nanieść peeling.
Opuszkami palców delikatnie okrężnymi ruchami masować skórę twarzy, koncentrując się na czole, nosie i podbródku.
Zmyć preparat i pozostawić skórę do wyschnięcia. 
Stosować 2-3 razy w tygodniu.


Pojemność: 75 ml
Ważność: 12 M
Cena: około 8 zł


 Skład:




Moja opinia:

Peeling zamknięty w tubie na klik. Jasne opakowanie z zielonymi i pomarańczowymi napisami. 
Łatwo się wyciska i szybko zamyka - poręczne.
Peeling ma specyficzny zapach, na początku byłam zszokowana, nawet przyznam, że mi się nie podobał, ale łatwo się przyzwyczajam, więc i tym razem tak było. Nie przypomina mi to łagodnych moreli.  Jest dziwny i nietypowy. Lubię jak coś co używam do twarzy ładnie pachnie - za to ma minusa. 



Konsystencja:

Łatwo się rozprowadza. Połączenie delikatności z ostrymi drobinkami. Biała konsystencja peelingu jest bardzo aksamitna, nawilża i nadaje miękkości skórze, a drobinki pestki moreli bardzo dobrze oczyszczają skórę. Im chcemy bardziej oczyścić tym mocniej ścieramy, a jak ma być delikatniej to ścieramy lżej.
Po umyciu twarz jest jasna, promienna, czysta. Czuć, że peeling dobrze oczyścił pory. Oprócz tego dobrze nawilża. Nie daje uczucia ściągania, żadnego podrażnienia także nie było. W tej chwili mam pół tubki i myślę, że wrócę do niego na pewno. 
Daje miłe uczucie oczyszczonej i nawilżonej skóry, ale zapach mógłby być przyjemniejszy ;)
Z działania jestem bardzo zadowolona. Dlatego serdecznie polecam dla wrażliwców, ale nie tylko. Dla skóry normalnej, która potrzebuje oczyszczenia także.






Miałyście ten peeling? Sprawdził się u Was ?

Miłego dnia :)
 

 





piątek, 26 sierpnia 2016

Gulasz z kurczaka z kaszą jaglaną

(132.)


Cześć,

w ten piątkowy poranek u nas sprzątanie, a później goście, więc będzie krótko ;)
Jecie czasami kaszę jaglaną? Ostatnio o niej głośno, jest zdrowa i można ją jeść i na słodko i na słono.  Kilka dni temu zrobiłam na obiad taki standardowy gulasz z kurczaka, ale zamiast ziemniaków była kasza jaglana :)

Gulasz:
piersi z kurczaka -  podpieczone, a później duszone na głębokiej patelni
przyprawy wg. uznania - sól, pieprz, papryka, curry, kurkuma, itp.
woda do podlewania
marchewka - wrzucamy jak kurczak jest prawie dobry, taka duszona z kurczakiem w sosie jest przepyszna!

Później jak lubicie to zaciągamy sos i można dodać śmietanę, ja miałam dodatkowo ogórki ze śmietaną dlatego do sosu nie dodawałam ;)

Kasza jaglana:
gotować wg. przepisu na opakowaniu - moją gotowałam około 20 min. w woreczkach.

Bardzo szybki obiad :) I myślę, że pożywny oraz zdrowy :)




 Lubicie kaszę jaglaną ?
Robicie czasem taki gulasz na szybko?



Miłego dnia :)
:*





środa, 24 sierpnia 2016

C-THRU LIME MAGIC zapach na lato :)

(131.)

Cześć dziewczęta :)


Wczoraj nie było postu, bo miałam dzień leniuchowania ;) prawie wcale nie odpalałam kompa. Tylko trochę rano, zapłaciłam rachunki, a później czas zleciał. 
Dzisiaj chciałam Wam opisać zapach, który od jakiegoś czasu stał się moim ulubionym. 
A dokładnie chodzi mi tu o  LIME MAGIC C-THRU.


W liceum jeszcze używałam zielonego C-THRU, a później jakoś zapomniałam o tej marce. Dobrze, że udało mi się ją odkryć na nowo i to całkiem przypadkiem.


Jakiś czas temu jeszcze przed urlopem, w sumie już prawie miesiąc temu byłam w Hebe. Niuchałam sobie testery i ten mnie po prostu uwiódł od pierwszego zderzenia się z nim.
Tester był prawie pusty, jak to zwykle bywa w drogeriach, w których jest ruch, ale mi nie potrzeba dużo by poczuć i sprawdzić czy coś mi się podoba czy nie. Na początku myślałam, ze to taki zapach cytrusowy, ale chyba przewaga jest nut kwiatowych. Lekki, przyjemny, w ślicznym zielonym opakowaniu. Długo się zastanawiałam nad nim, bo przecież w domu 5 butelek innych zapachów..., ale czy 20 zł to tak dużo? Kiedy coś tak bardzo Ci się podoba? Ach tam! Biorę :) Kupiłam spray, czyli ten dezodorant z atomizerem.
Od tamtego czasu używam tylko C-THRU Lime Magic.
Jak robiła zakupy w Biedronce to zauważyłam, że jest Lime Magic Woda toaletowa, ale znowu były inne wydatki... następnym razem była przecena i wodę udało mi się kupić jako jedną z ostatnich sztuk za 15 zł :) Czasami warto być cierpliwym :)










Myślę, że to będzie taki wakacyjny zapach, ale jak tu go  WAM opisać jak na każdej stronie internetowej są inne nuty ???


Takie znalazłam na iperfumy.pl

Nuty głowy:
cytryna, jaśmin, róża

Nuty serca:
zielona herbata, bergamotka

Podstawa:
nuty drzew, piżmo

Regularne ceny:
woda około 39 zł
spray około 27 zł


Jestem zachwycona tym zapachem.
Jest bardzo orzeźwiający,  delikatny, kojarzy mi się z latem i ciepłem. Spray (dezodorant) jest trochę jakby słabszy i też mniej wyczuwalny na ciele po jakimś czasie, a woda zdecydowanie dłużej się utrzymuje. Myślę, że cały dzień. 
Jak tylko uda mi się gdzieś zdobyć to jeszcze chcę wypróbować żel pod prysznic :)





Znacie ten zapach?
Używacie C-THRU?

Miłego popołudnia :)


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Nowe testowania sierpień - wrzesień 2016r

(130.)

Hejka Kochani,

jak Wam minął weekend? U nas sobota ładna, a wczoraj cały dzień padało.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać co będę testowała w najbliższym czasie. Wszystkiego w łazience pełno, ale chyba nie byłabym sobą gdybym nic nie zamówiła dla siebie przy okazji zakupów w aptece internetowej :) 



Ciągle widzę reklamy Iwostin - w telewizji, w int, na fb. Reklama ma wielką moc ;) Kupiłam krem do skóry z niedoskonałościami. Chcę się przekonać czy taki jest faktycznie dobry, a próbowałam już niemało kremów na ten problem.
Zobaczymy....



Kiedy są te niefajne dni w ciągu miesiąca na mojej twarzy pojawia się więcej nieprzyjaciół, a wtedy strach wyjść do sklepu bez "tapety" ;) Poczytałam opinie i takim oto sposobem chciałam przetestować na sobie fluid od Pharmaceris.
Pierwsze próby już były, ale czy się zaprzyjaźniliśmy o tym innym razem jak będziemy się dłużej znali ;)


Inną odżywkę od Eveline już miałam i bardzo ją lubię dlatego tę też chciałam wypróbować. 
 


 Były promocje na szminki ochronne, kończyła się im data, zużywam ich dużo, więc myślę, że do końca września dam radę ;)



Z firmą Farmona trochę się już znamy, więc wcale się nie zastanawiałam długo ;)



Nie wiem czy to wina już wieku i 3 z przodu, ale włosy mnie opuszczają każdego dnia w straszliwym tempie :( Postanowiłam im trochę pomóc kupując SkrzypoVite, czy podziała?

 
 Ostatnia rzecz z apteki to płyn do higieny intymnej.


Przy okazji zakupów spożywczych kupiłam szampon i odżywkę z Garniera - dla mnie nowość. Nie miałam jeszcze tego zestawu.



I ostatnia rzecz, którą ostatnio polubiłam to jednorazowe maseczki. W Lidlu była promocja 5 za 5 zł ;)




Miałyście coś z tych kosmetyków?
Co było dobre, a co nie ?
Miłego dnia :)

sobota, 20 sierpnia 2016

Pojemniki na długopisy, pędzle itp. Czyli co zrobiłam z opakowania po śmietanie ;)

(129.)

Witajcie!

Jak dobrze znowu móc korzystać w pełni z darów techniki ;)  

Kiedy byłam odcięta od świata wirtualnego naszła mnie wena :) 
Zasypię Was dziś fotkami moich pojemników na długopisy, pędzle i na inne rzeczy:)
Zrobione ze zużytego pojemnika po mydle w płynie, śmietanie i maśle klarowanym;)

Jestem świadoma tego, że nie są to ideały, ale sprawiały taką frajdę.... :D
Niektóre są pomysłu moich chłopaków ( kolorystyka ).
Zapraszam do oglądania i dajcie znać czy się podobają :) 



Mydło się skończyło i można było dolać z zapasu, ale po co jak Madzi chciało się pobawić i pokombinować ;)


 Wystarczyło ich do sklepu za "5 zł" z chińskimi artykułami ;)
Klej na gorąco i wstążki były w domu :) Trochę wolnego czasu i gotowe :)

Na długopisy żeby się ciągle nie gubiły.....



albo na pędzle do makijażu.....


 jak zaczęłam robić to zatrzymać się nie mogłam ;)

słoiki.....




 nawet kubek po śmietanie poszedł w  ruch :)

kubek przed...


i po.....



 jak masło się skończyło też zaraz było wykorzystane...


 

Takim oto sposobem, biurka moich chłopców oraz moje zostały przyozdobione w słoiki i kubeczki ;)





Jak Wam się podobają takie gadżety ?  

Miłego dnia :)

czwartek, 18 sierpnia 2016

K.N. HANER SNY MORFEUSZA - RECENZJA

(128.)


Witajcie,

dzisiaj przychodzę do Was z recenzją Snów Morfeusza, którą chciałam napisać już dawno, ale natłok obowiązków oraz prawa wakacji ;) nie pozwoliły mi jej skończyć w takim czasie jakbym chciała. A jeszcze do tego popsuty komputer - wszystko przeciwko mnie ;)





K.N. Haner to młoda pisarka, która nie tak dawno zaczęła swoją przygodę  z książką,  myślę, że to jest zdecydowanie początek jej drogi pisarskiej. Pomysłowa, przemiła osoba, która ma niezłą rękę do pisania erotyków. :)


Na okładce:










Ciągle mi się w internecie przewijały "Sny Morfeusza", wszyscy o tym mówili, wszyscy pisali, że jest super i taka wciągająca. Myślę sobie to ja też chce wiedzieć co tam jest ;) 
Kiedy paczuszka do mnie dotarła szybko ją otworzyłam, bo bardzo chciałam wiedzieć jak wygląda sławne "oczko" na żywo. Nooo robi wrażenie :) ale mały druk to mnie zastrzelił - 400 stron i to takim maczkiem ;) Jak ja dam temu radę? 
Szczerze mówiąc trochę się bałam tej książki - jestem osobą, która raczej czyta poradniki dla rodziców, książki motywacyjne, kucharskie ;) itp. Bałam się, że będzie za ostra i, że nie dam rady jej przeczytać.  Czy tak było? :)




Co znajdujemy w książce?   
Tajemnicę, napięcie, no i oczywiście sex....dużo sexu - w końcu to erotyk ;)

Główną bohaterką jest Cassandra Givens, która od niedawna mieszka w wielkim mieście. Po studiach szuka pracy. Książka zaczyna się od rozmowy kwalifikacyjnej głównej bohaterki, ale ta nie kończy się najlepiej.  Mimo tego później dostaje tę pracę. W trakcie wieczoru, który niezbyt dobrze się zapowiada  poznaje Morfeusza...spędzają razem noc, nie wiedzą o tym, że są dla siebie szefem i pracownicą. Mieli się więcej nie zobaczyć.  Wszystko potoczy się inaczej niż planowali. Początkowo Cassandra opiera się ich bliższej znajomości, bo wszystko wskazuje na to, ze ten facet nie jest dla niej. Jednak Adam, który jest Morfeuszem tylko czasami (taka jego mroczna strona;)) zazwyczaj dostaje to czego chce i tak też się dzieje w przypadku młodej Pani architekt.



Książka jest wciągająca od pierwszych stron, akcja przebiega szybko. Na każdej stronie coś się dzieje co powoduje, że chce się czytać dalej i dalej. Początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do ciągłego przeklinania głównej bohaterki, jak dla mnie robi to zdecydowanie za często - nawet w myślach przeklina i zbyt wulgarnie :( Muszę przyznać, że jej zachowanie chwilami mnie irytowało i miałam ochotę strzelić jej w łeb ;) Taka zdolna, skończyła studia z wyróżnieniem, a w rozmowach z Adamem nie potrafiła się ugryźć w język. Do tego jeszcze obraża się o pierdoły. Szkoda mi było Adama. Po jakimś czasie pomyślałam, że chyba taki jej urok. A Adamowi się to podobało skoro jeszcze jej nie kopnął w tyłek ;) W trakcie czytania pojawia się wiele niewyjaśnionych kwestii, które dodatkowo zachęcają do czytania dalej. Ciągle zadawałam sobie pytanie: czemu on taki jest? czemu się tak szybko denerwuje itp. Oprócz Adama-Morfeusza pojawia się jeszcze kilku innych Panów w życiu Cassandry. Osobiście nie lubię jak ktoś mi opowiada cały przebieg co pokolei  się dzieje w książce dlatego też nie będę pisała szczegółów. Sami możecie sprawdzić co jest w niej takiego wciągającego.:) Mogę tylko napisać, że sceny łóżkowe działają na wyobraźnię i po "Snach Morfeusza" zapragnęłam przeczytać więcej takich historii, no i oczywiście nie mogę się doczekać drugiej części :) Przyznam szczerze, że to była bardzo fajna przygoda. Czytałam ją z przyjemnością, czekałam aż dzień się skończy co będę mogła wieczorem znowu zatopić się w świecie Cassandry i Adama. Mam tylko cichą nadzieję, że w kolejnych częściach główna bohaterka trochę zmądrzeje i będzie potrafiła czasami panować nad sobą i swoimi myślami  ;)


Książka napisana takim językiem, że czyta się ją  łatwo i szybko. Polecam wszystkim kobietom, które mają ochotę na małą odskocznię od codzienności i rzeczywistości :)

Dane techniczne:

Ilość stron: 415
Rok wydania 2016 
Wydawnictwo:  Helion
Cena z okładki 39,90 zł 
Można ją dostać za mniejszą cenę także :)



Czytałyście już "Sny Morfeusza ?"
Jak wrażenia ?










środa, 17 sierpnia 2016

Upiększający spray ochronny UV na lato

(127.)

Witajcie,

co prawda z lata już niewiele zostało , ale mimo wszystko chcę Was zaprosić na krótką recenzję sprayu do włosów z ochroną UV od AVON.




Co podaje nam producent?

Chroni włosy przed słońcem i utratą wilgoci, zapobiega blaknięciu koloru włosów farbowanych.

Pojemność: 100 ml
Cena: 18 zł w promocji można go uchwycić za około 12,99 zł
Zapach: przyjemny typowy dla produktów do włosów z linii Advance Techniques







Skład:



Płyn zamknięty w plastikowej butelce. Z atomizerem  z nakrętką, którą się nakłada na pstryk ;)
Opakowanie bardzo ładne pomarańczowe - kojarzące się z latem.
 


Moja opinia:

Kupiłam ten spray, bo lato zawsze kojarzyło mi się ze słońcem i wiatrem na plaży, po tym włosy były suche i matowe - myślałam, że płynem z UV pomogę im trochę,  ale kto przypuszczał, że takie nas czeka zimne lato w tym roku? 
Zaczęłam używać jak zwykłej odżywki w sprayu. Na umyte włosy psikam kilka razy. Jaki efekt? Nie ma żadnych rewelacji. Żeby jakoś super mega  stały się  miękkie to raczej nie, ale dam radę się rozczesać na mokro i oprócz tego podoba mi się zapach. Całej reszty przeznaczenia płynu nie sprawdziłam, bo słońca było mało :( 

Wygodny w użytkowaniu. Miałam go na urlopie i dawał miłe uczucie po spryskaniu  umytych włosów. Wydajny. Myję głowę każdego dnia, używam tego sprayu co drugie mycie i nie zużyłam nawet połowy.
Nie obciążył włosów. W ciągu dnia  były świeże, nie przetłuścił ich bardziej. Do końca dnia wszystko było ok :)

Uznaję ten produkt za poprawny, takie słabe 4 ;)
Czy kupię ponownie? Raczej będę szukała dalej swojego ulubieńca.


 Znacie ten produkt?
Używałyście sprayów do włosów z ochroną UV?


Miłego dnia :)